I są wyniki. W obliczaniu, ale są.
PO. Ok. 38%. Po raz pierwszy partia rządząca “przechodzi” na kolejną kadencję. Było już tak, że partia rządząca zyskała w liczbie głosów, ale przegrała — to wynik SLD z 1997 roku; nie było jednak tak, by partia pozostała u władzy na kolejną kadencję, choć głosów ubyło. Podobna sytuacja spotkała PiS w roku 2007.
Mam wrażenie, że sukcesy PO są umiarkowane (choć nie mogę ich negować, a nawet więcej — ich totalna negacja zniechęcała mnie do większej części opozycji), zasadniczo jednak PO nie miało z kim przegrać — to przeciwieństwo sytuacji partii rządzących praktycznie z wszystkich poprzednich wyborów. Wspomniane wyżej SLD, które w 1997 roku kończyło urzędowanie z niezłymi wynikami, miało przeciwko sobie zjednoczoną i będącą na fali prawicę z AWS. PiS miało przez całą kadencję PO. SLD (po roku 2004) — długo idący ramię w ramię i totalnie panujący nad mediami POPiS.
I zasadniczo, biorąc pod uwagę wyniki wyborów, o ile PO nie podda się ewentualnej fali afer, albo nie rozpadnie, powinno się cieszyć i zwycięstwem za 4 lata, bo opozycja nie przeszła pozytywnych zmian.
PO bym jednak przestrzegał — przed wyborami przeglądałem dokładniej ich kandydatów na posłów i senatorów z mojego okręgu. I jest kiepsko. Nawet bardzo. Ludzie mają mizerne dokonania, niewiele wyobraźni — właściwie są tylko dobrymi maszynkami do głosowania. Na dłuższą metę to może PO bardzo zaszkodzić.
Na razie jednak nie zaszkodzi, bo na drugim miejscu jest PiS z ok. 31% głosów. PiS ma wyraźne tendencje samobójcze, które w pełni ujawnił Jarosław Kaczyński w programie Tomasza Lisa.
Sytuacja PiS jest trudna. Bo raczej nie zdobędzie więcej głosów niż ma, jeśli będzie miał Jarosława Kaczyńskiego na swoim czele. Ale jeśli się go pozbędzie, to może znaleźć się w sytuacji PJN. Bo Jarosław Kaczyński (wraz z grupą klakierów) i pozostawanie partią numer dwa, naturalnym liderem opozycji, to dwa wielkie atuty w zdobywaniu głosów. Ale jednocześnie przeszkody w ewolucji samej partii. I źródło ‘szklanego sufitu’.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że taka kombinacja — konserwatywno-socjalna — ma wyraźnie w Polsce duży elektorat (może nawet większościowy?). Petryfikacja obecnego stanu nie pozwala go jednak w pełni wykorzystać. (Wyborcy tacy, powinni sobie życzyć zamiany miejsc PiS i PJN w wyborach. PJN, z dużym poparciem, z natychmiast przesiadającą się do nich grupą pisowskich klakierów, a przy tym z pewną racjonalnością działań, widoczną grą zespołową, miałoby szanse ów ‘szklany sufit’ PiSu przełamać. Jest jednak partią mniejszą i tak jak w swoim czasie, petryfikacja post-millerowskiego SLD zniszczyła tę lepszą partię lewicową, czyli SdPl, tak teraz petryfikacja PiS niszczy PJN. Można zauważyć, że PO i PiS miały wielkie szczęście, że AWS się rozłożył zupełnie i nie blokował im wzrostu.)
Ruch Poparcia Palikota z sukcesem wyborczym. Ok. 10%. Nie powiedziałbym, że Palikot rozgromił Napieralskiego — ok. 10% do ponad 7%, to około 3 punktów procentowych. W procentach poparcia dla tych partii zdecydowanie więcej… Ale też nie na miarę ‘rozgromienia’. Warto zauważyć, że obie partie mają jednak różne profile. To, że konkurowały ze sobą, wynikało chyba w znacznej mierze z niedostatków propagandowych SLD i nowości RPP (grając w obu przypadkach na korzyść tej drugiej partii).
Nie popieram Palikota, jest dla mnie nazbyt radykalny. Ale nie sposób zauważyć, że reprezentuje on światopogląd libertariański, który ma w Polsce wyraźny elektorat (można snuć rozważania, w jakiej mierze odpowiada on konsekwencjom odrzucenia komunizmu w roku 1989), który dotąd nie był reprezentowany. Pod pewnymi względami bliskie mu były KLD (bardziej), UD i UW (mniej), SLD (różnie), czy JKM (różnie). Żadna z tych partii nie głosiła go jednak konsekwentnie. KLD skręcił w stronę UD/UW, te ostatnie stawiały wciąż na swoje konserwatywne skrzydła; SLD nie dość, że lewicowa gospodarczo, to jeszcze ustępliwa wobec Kościoła. JKM stawał się coraz bardziej prawicowy w sensie LPR. W końcu więc ludzie o takich poglądach doczekali się sejmowej reprezentacji. Co jest dobre, dla demokracji w Polsce. Czy jednak Janusz Palikot, który nie ma szczególnie udanych kadr (jak się wydaje, choć zwróciłbym uwagę, że i PO z PiSem*, wbrew własnej propagandzie, nie wyróżniają się pozytywnie na jego tle).
PSL — ok. 9%. PSL bierze swoje. W gruncie rzeczy, po tylu latach obserwowania naszej polityki, nadal nie wiem, czym jest PSL. Szkoda. Ale może i stąd taki wynik — PSL nikomu nie przeszkadza, trochę konserwatywne, trochę nowoczesne (Waldemar Pawlak to jeden z polityków najlepiej oblatanych w Polsce we współczesnych problemach politycznych), silne w niektórych miejscach siłą tradycji.
SLD notuje najgorszy wynik w historii. Powodów można wskazać wiele (można zauważyć, że choć to PiS się skarżył na niechęć mediów, to właśnie SLD w niezależnych badaniach ukazywało się, jako w mediach prześladowane), najważniejszym wydaje się jednak niewczesny radykalizm, zbliżający SLD do PPP, połączony z utratą kilku wyrazistych postaci w czasie kampanii wyborczej. Co prawda, gdy wspominam moje obserwacje kandydatów PO, aparatczykowskie w tych wyborach SLD nie wypadało jakoś bardzo źle na jego tle, ale przecież SLD miało gorszą pozycję startową, co musiało brać pod uwagę i zwyczajnie — starać się bardziej.
Na wyniku SLD odbija się też wcześniejszy podział i zniszczenie SdPl (do poprzednich wyborów SLD jednak szło szerszym frontem) — ten przykład powinni sobie wziąć do serca działacze PiS — jeśli PiS się nie zmieni, to skończy podobnie, kurczowo trzymając się sejmowych stołków, bez widoków na zdobycie nowych.
Nawiasem mówiąc, wbrew sugestiom, że Palikot wygryzł SLD, profil tych partii jest zwyczajnie różny. Nie chce mi się wierzyć, by w Polsce nie było tradycyjnych lewicowców, lewicowych i w sprawach obywatelskich i gospodarczych. Teraz ten elektorat rozbiegł się, do coraz bardziej centrowej PO, wolnościowego Palikota i resztek SLD. Kto go pozbiera, może walczyć o zwycięstwo w polskich wyborach, jak to dwa razy SLD zrobiło (i jak to dwa razy zrobił Aleksander Kwaśniewski). Ale nie będzie to Grzegorz Napieralski. Nie w tym wcieleniu politycznym.
PJN — ok. 2%. Żal mi ich. Nie mój program, ale dostrzegałem grę zespołową. I dostrzegałem, że są odpowiedzią na zapotrzebowania dużej części elektoratu. Cóż — kolejna potrawka “zjedzona” przez PiS. (I znowu, partia, która może stanowić przykład dla PiS, jak bardzo można być pozbawionym ‘własnych’ mediów.)
Nowa Prawica, czyli kolejne wcielenie JKM — ok. 1%. Z jednej strony wydaje się, że to także niedoceniony elektorat (ale w jakiej mierze prawicowy, a w jakiej ‘wolnościowy’, który poszedł za Palikotem?), z drugiej strony, gdy przypominam sobie reklamówki przedwyborcze JKM, to mogę się dziwić, że aż 1%. Wydaje się jednak, że to ugrupowanie, którego radykalizm zniechęca — wielu wyborców zapewne poszukiwało bardziej umiarkowanych wyrazicieli własnych poglądów. Oraz nie chcieli ‘marnować głosów’.
Mniejszość Niemiecka — w normie. PPP (o z Solidarnością ’80) mizernie — nie ma atmosfery na taki radykalizm, zresztą o ugrupowanie podgryzało SLD w swoim marszu do lewej ściany.
—
*) Nie. Nie zmieniam zdania o kadrach PiSu z poprzedniej notki. Ale z takimi zdaniami się spotkałem, że duże partie — PO i PiS, są w swoich kandydatach poważne, podczas gdy Palikot nie. Otóż to bardzo, bardzo podobny poziom w gruncie rzeczy.
Witaj Pak, cieszę się, że dałeś mi link do tego bloga. Bardzo ciekawy tekst o wyborach i w dużej mierze się z nim zgadzam. Tak jakoś u nas jest, że partie wywodzące się z Solidarności, która miała na sztandarach demokrację, pluralizm, są typowo wodzowskie. Pozbycie się lidera to upadek partii.
PJN – czym oni się różnią od konserwatywnego skrzydła PO, takiego Gowina czy Radziszewskiej? Kilka razy pisałam na ten temat na blogu, że oni celują w pustkę, jeśli chodzi o program i elektorat, bo w tych kwestiach wyborcy mają alternatywę PO lub PiS.
Widzę, że zdrajców wbijających Millerowi nóż w plecy uważasz za lepszą część SLD. Przecież pod dyktando Michnika, Urbana i Kwaśniewskiego SLD dał im kroplówkę w postaci LiD. I co takiego dokonali w Sejmie. O ich intencjach najlepiej świadczy wypowiedź po wyborach Marka Borowskiego, który stwierdził, że członkowie SLD powinni tworzyć lewicę wewnątrz PO jako jej lewe skrzydło (tak jak Arłukowicz). I dalej Borowski mówił, że wtedy by popwstał system jak w USA z Partią Demokratyczną (PO) i Republikańską (PiS). Czyż może być bardziej widomy dowód zdrady wobec b. własnej formacji niż po tej wypowiedzi Marka Borowskiego? Dlaczego mamy kopiowa najgorsze amerykańskie wzorce z dwupartyjnym prawicowym systemem partyjnym. dlaczego wyborcy lewicy mają być zdradzeni?
Na wordpressie pojawia się czasem IP komentatora, gdyby się pojawił mój, to skasuj komentarz po przeczytaniu.
Uspokajam: IP komentatora pojawia się, gdy nie jest on zalogowany
1) PJN vs PO Gowina: wolałbym PO przeciągnięte na “lewicę” (z Borowskim włącznie, na przykład) i osobną partię prawicową (PJN raczej niż PiS), niż PO-FJN.
Marzeniem każdej partii jest występowanie szerokim frontem, trafianie do różnych grup społecznych. SLD też tak grało (także w ostatniej kampanii) tyle, że nieskutecznie. Wolałbym jednak, by nie głosowano na aż tak szerokie zakresy poglądów politycznych pod jednym sztandarem. Tym bardziej, że przynajmniej lokalni posłowie PO mówili o sobie niewiele — wyborca nie mógł określić, czy woli PO-Arłukowicza, czy PO-Gowina.
2) Dyktando? Jak dla mnie, to obwiniane o afery SLD musiało się głęboko zmienić. SdPl było niezłym pomysłem na zmiany. Szkoda, że reszta SLD tak bardzo próbowała podtrzymać istniejącą bryłę partii, przy zmianach możliwie powierzchownych — uważam, że to właśnie kurczowe trzymanie się starych wzorców ograniczyło tę partię jedynie do żelaznego elektoratu. IMHO, to kwestia pojmowania polityki głównie w kategorii lojalności i gry grupowej. To oczywiście wartości, ale nie wartości absolutne. Czasem dla dobra wizji politycznej należy je odrzucać.