Wciąż wpadam na komentarze związane z ‘sekularyzacją’ państwa, oraz z odejściami od Kościoła. W wielu przypadkach solidaryzuję się z piszącymi, ale…

… ale właściwie skąd to zainteresowanie? Nie będę udawał, że nie wiem, iż chodzi o wyborczy sukces Palikota, ale nie jest to aż tak wielki sukces by mówić o wielkiej przemianie Polski. To raczej Janusz Palikot sięgnął po spory elektorat, który był.

A że ludzie odchodzą od Kościoła, że antyklerykalizm cieszy się powodzeniem? Cóż, powiedziałbym, że to wszystko zachodzi i tak w mniejszym zakresie niż można by się spodziewać.

Odejścia? Przecież grubo ponad 90% Polaków jest chrzczonych. To nie jest sytuacja, którą można utrzymać. Zresztą… załóżmy (dla uproszczenia), że 1% zmienia zdanie, czyli (powiedzmy) z pięciu procent niewierzących jeden procent nawraca się na katolicyzm, i że z 95% katolików jeden procent przechodzi na pozycje ateistyczne. Czyli 0,01% Polaków przychodzi do Kościoła, 0,95% odchodzi… Nawet taka prosta zależność wskazuje, jakich postaw musi być więcej.

I nie widzę powodów, by nie dotyczyło to absolwentów KUL.

Antyklerykazlim? Był, jest i będzie. Zdziwienie wynika chyba z zamykania oczu na to zjawisko — przez cały okres PRL Kościół był instytucją niezależną, a jego relacje z państwem były konfliktowe. Tak wówczas traktowano, czy może chciano traktować antyklerykalizm — jako opowiadanie się po stronie państwa w konflikcie z Kościołem. Ale przecież to była sytuacja przejściowa… I nie zawsze musiała być prawdą.

Pojawianie się postaw antyklerykalnych jest naturalne. Praktycznie każda grupa społeczna (a kler to coś więcej niż grupa zawodowa) ma swoich wrogów. Na to nakładają się konflikty ekonomiczne — mniej lub bardziej rzeczywiste.

I chciałbym powiedzieć, że Kościół ma na swym koncie wiele grzechów. Bo widzę po jego stronie niedojrzałą wiarę, która nie przeszła próby zwątpienia; bo widzę odwracanie się od poszukiwania intelektualnego; widzę wreszcie różne formy zadufania, a czasem i pogardy dla zwykłego człowieka. Chciałbym, ale nawet gdyby Kościół był święty w każdym przedstawicielu kleru, w każdym ‘zaangażowanym katoliku’, odejścia i antyklerykalizm wyglądałyby zapewne podobnie.