Normand Baillargeon napisał “Krótki kurs samoobrony intelektualnej”, co środowiska ‘sceptyczne’ potrafią zareklamować. Przynajmniej lewicowo-sceptyczne, autor aż nazbyt wyraźnie romansuje z lewicą i to dość radykalną. (Pół biedy, że samo określenie — ‘samoobrona intelektualna’ jest wzięte z Chomsky’ego, bo akurat tu Noam Chomsky trochę racji ma, owszem, przesadzając, ale jednak sugerując słusznie, że nauka takiej ‘samoobrony’ jest przydatna. Cała bieda, gdy (np.) z całą powaga wskazuje na “przemilczany przez media fakt” udowodnienia szkodliwości GMO, albo na śmierć pół miliona irackich dzieci w wyniki nałożonego na Irak embarga*)**.
Wartościowość książki zależy od tego, kim jest czytelnik. Bo wiele tu oczywistości dla osób, choć trochę obeznanych z matematyką (sporo o logice, statystyce***, trochę o badaniach opinii publicznej**** — wszystko to bardzo na czasie, biorąc pod uwagę gorączkowe badania opinii publicznej w niedawnych wyborach); mniej o nauce i pseudonauce (szkoda, ale to trudniejszy temat), a czasami rzeczy dla mnie niezrozumiałe, te jednak wymagają osobnych akapitów.
Bo weźmy choćby ‘filtry’, które są nakładane na media. Wartość rynkowa i reklamowa (filtry 1 i 2)? Słusznie, ale bez przesady. Zresztą należy to raczej wziąć pod uwagę, tak jak poglądy autorów, podsycając swój krytycyzm. Walka z tym, czy wybrzydzanie, to jak walka z wiatrakami. Podobnie, jak filtr trzeci (zależność od źródeł informacji), choć tu należałoby dodać, że informacja wymaga fachowości i nie ma tu miejsca na amatorstwo. To raczej punkt do wskazania na wagę mocnych, niezależnych mediów. Podobnie, jak filtr czwarty (zależność od krytyk) — mocne media same tworzą krytykę, czasem niedemokratyczną. Zresztą jest krytyka i krytyka — autor tu pisze o ‘zależności od ekspertów’. A ja uważam, że nie ma co wybrzydzać, raczej już narzekać na to, że od ekspertów media są za mało uzależnione. Filtr piąty — ‘antykomunizm’ u Chomsky’ego (z którego autor zaczerpnął owe filtry, tu akurat łagodząc) — powiedziałbym, że jeśli już to moda. Moda bywa ideologiczna, ale od ideologii jest… silniejsza.
Albo “Dziesięć przykazań ideologów” (za Peterem Stevenem). “Zmieniaj fakty w uogólnienia”? Fakt — ideologie tym żyją. Ale nie tylko. Sprawianie wrażenia, że “dobra kulturowe są czymś łatwym”, to dla mnie zupełnie niezrozumiałe — kto i po co? “Fałszywe analogie”? Ależ to norma, będąca raczej ilustracją sposobu myślenia, niż pragnienia zafałszowania. “Stwarzaj pozór obiektywizmu, by zamaskować swoją stronniczość”? No, przepraszam… ale to dziecinada. “Przedstawiaj najprostsze wyjaśnienie jako najlepsze” — pachnie mi brzytwą Ockhama, po prostu (choć oczywiście często słyszę wyjaśnienia prostackie*****). “Podawaj za zwykłe to, co jest niezwykłe — mówiąc np., że nasi przywódcy to tacy sami ludzie jak my”. Przepraszam, ale w co wierzy Peter Stevens?!? I tak punkt po punkcie — pretensjonalne, ale niejasne. W zasadzie mogę każdy punkt odwrócić, dodając parę pejoratywnych określeń i napisać równie dobrą listę.
Właśnie uleganie takim radom mnie u autora irytuje. Zasadniczo jednak książkę polecam — jeśli się weźmie poprawkę na stronniczość autora i zachowa krytycyzm, będzie ona stanowiła jasny wykład klarownego, racjonalnego myślenia w poznawaniu rzeczywistości.
—
*) Właśnie ‘samoobrona intelektualna’ powinna podpowiedzieć, że to bzdura, bo ile może być dzieci w 30 milionowym Iraku? Nawet liczmy, że 10 milionów. Co musiałoby się stać, by umarło co dwudzieste z nich? Brak lekarstw nie będzie tak niszczący. Brak żywności musiałby być straszliwy — a takich obrazków z Iraku nie mamy, choć przecież Saddam by je chętnie pokazał.
**) Muszę jednak przyznać, że w ostatnich słowach autor sam przypomina, by i wobec jego twierdzeń czytelnik był krytyczny, pisze że nie ukrywa swoich poglądów, a mają one wpływ na postrzeganie rzeczywistości i czytelnik powinien brać na nie poprawkę.
***) Właściwie omówienie tego, co uczy Baillargeon należałoby rozpocząć od wskazania na konieczność zwalczenia awersji do matematyki i samodzielnego przeliczania (i porównywania) liczba. Statystyka to ciąg dalszy — autor przypomina by pamiętać, że różnych miar statystycznych jest wiele i w zależności od celu różne z nich są przydatne (np. średnia płaca, tak chętnie przywoływana, jest mało przydatna do czegokolwiek). Należy wiec uważać — bo przydatność tych cech jest wykorzystywana także w celach propagandowych. Osobną kwestią jest ‘oszustwo’ rysunkowe, dotyczące ilustracji. W zależności od formy ilustracji, to wielkość liniowa, powierzchnia lub objętość muszą być proporcjonalne do prezentowanych danych. Zawsze ważny jest punkt odniesienia. Powiedziałbym, że tym ważniejszy im bardziej media zachwycają się takim, czy innym trendem, czyli zmianami sytuacji, a nie wartościami bezwzględnymi.
****) Badania opinii publicznej powinny być: a) prowadzone na dużych próbach; b) prowadzone z wykorzystaniem zasad dobrego prowadzenia badań (czego zaprzeczeniem są małe próby telefoniczne); c) powinien być jawny błąd badania (inny autor mówił też: odwołanie do źródła); d) pozostaje kwestia sformułowania pytań (por. porównanie dwóch badań, przeprowadzonych na tej samej próbie, zgodnie z którymi 90% Polaków chce by krzyża w sejmie nie ruszać i ok. 50% nie chce by symbole religijne znajdowały się w miejscach publicznych).
*****) Też narzekam na poziom dyskusji internetowych, narzekam na poziom mediów. Ale gdy czasem się posłucha ‘zwykłych ludzi’ na ulicy, to się okazuje, że i kalumnie w internecie i idiotyczne media to poziom arcywysoki. Łatwość może być źródłem traktowania ideologii, jako wytrychu do wszystkich drzwi; ale może też wynikać z tego, że tak faktycznie się rozumuje. Albo i tego, że tak jest.
PS.
Na ostatniej stronie okładki przedstawiono karykaturę paru panów — rozpoznałem o. Tadeusza Rydzyka, Antoniego Macierewicza, Kubę Wojewódzkiego, Jerzego Urbana i Janusza Palikota. I razi mnie to, bo wygląda na przesadną poprawność polityczną autora, który poprawny nie jest, bo wyraźnie opowiada się po lewej stronie. Oczywiście, może i tak lewej, że Urbana nic nie różni (z jego punktu widzenia) od Balcerowicza, a Michnika od Rydzyka. Ale sam wolałbym okładkę, która nie ma takiej ideologicznej luki, zwłaszcza, że dotyczy osób, które kształtują naszą rzeczywistość medialną bardziej od Palikota, czy Macierewicza.
PS.2.
Ba! Sięgam po książkę jeszcze raz, a okładka razi tym bardziej. Nie, panie Łukaszu Mieszkowski (autorze projektu okładki), cytat na niej mówi o mediach skorumpowanych przez reklamodawców — przy całej mojej niechęci do Radia Maryja, akurat tego do tego medium odnieść nie mogę, podobnie jak i do Nie Jerzego Urbana (wcale nie tak niechętnie przyjmowanego). Z ‘okładkowych’ postaci takie kryterium może dotyczyć tylko Kuby Wojewódzkiego. I w pewnym sensie dotyczy — ale to sens niedościgły dla takiej karykatury. Kto więc powinien być? Potentaci mediów zależnych od reklamy to telewizje i radia komercyjne, Wyborcza, Rzeczpospolita (czy jeszcze wciąż?), Dziennik Gazeta Prawna, Polityka, Wprost i Newsweek, czyli główny nurt, a nie nisze.
—–
Normand Baillargeon Krótki kurs samoobrony intelektualnej, tłum. (z francuskiego, autor wyraźnie jest Kanadyjczykiem) Bogdan Baran, str. 256, MiND 2011