Wciąż sporo w mediach o Janusz Palikocie. A może nie tyle dużo, co nieustannie. Palikot stał się symbolem polskiego antyklerykalizmu, bądź (zależnie od punktu widzenia) świeckości państwa, lewicy, czy liberalizmu (zależnie od punktu widzenia), itp., itd., zawsze jednak ocenianych jako pewnej nowości, czy przynajmniej nowej jakości.

Niewątpliwie, RPP jest pierwszą partią z tak daleko posuniętymi postulatami świeckości/antyklerykalności, która dostała się do sejmu. (Z liberalizmem już niekoniecznie tak jest.) Ale nie jest nowym zjawiskiem w Polsce.

Ale dostanie się do sejmu, a nawet osiągnięcie dziesięcioprocentowego poparcia, to właściwie ‘co’? To nie jest skokowa zmiana społeczeństwa. Być może jest to oznaka zmiany ewolucyjnej, ale i to nie jest takie pewne — to raczej kwestia pojawienia się partii, która odwołała się do zwykle lekceważonego elektoratu; a więc kwestia mobilizacji wyborców.

Słyszę, że do Palikota należy się odnieść, ustosunkować. Do Palikota nie. Do problemów — tak. Ale problemy nie powstały z wejściem RPP do sejmu, ani nie zniknąć po ewentualnym ‘zgonie’ tej partii.