Ministrowie… niezbyt mi się podobają. Nie mówię o odziedziczonych po poprzednim rządzie, mówię o ‘nówkach’.
Bartosz Arłukowicz i Jarosław Gowin? Obaj chyba wzięci po to, by wyeliminować wewnętrzną opozycję (jako potencjalni przywódcy skrzydeł). Czy mają doświadczenie w zarządzaniu? Nie bardzo…
(Inna rzecz, że się będą mogli sprawdzić. I bardziej tu wierzę w Arłukowicza niż w Gowina. Nie dla ideologii nawet, ale dla pewnego zadufania i lenistwa. Ale się przekonamy.)
Joanna Mucha i Sławomir Nowak? Sytuacja trochę podobna, choć tu nie ‘skrzydła’. Wszystko to jednak pewne polityczne osobowości, a przyznanie im ministerstw nie dziwi.
Marcin Korolec? Mówi się o ‘naturalnym awansie’, młodego i wybijającego się pracownika ministerstwa. Przyklasnąłbym, gdyby nie coś innego — przejście pracownika Ministerstwa Gospodarki, do Ministerstwa Ochrony Środowiska. Mówiło się o zakusach MG na przejęcie MOZ, zakusach o tyle niebezpiecznych, że ministerstwa te powinny pilnować często sprzecznych interesów. Takie przejście to nie likwidacja ministerstwa, ale prawie.
Ogólnie… chyba minus. To znaczy rząd nie zapowiada się na lepszy, wręcz przeciwnie — niewiele więcej (ale jednak) ministrów-polityków, niż ministrów fachowców (zostawiając na boku kwestię fałszywości takiego podziału).
I expose. Tu bym zapisał plus. Od obietnicy reform Donald Tusk wywinąć się nie mógł, ale to co zapowiedział niewielu uderzy mocno, w wielu przypadkach (przywileje emerytalne, 50% kosztów uzyskania, może nawet etapy odejścia od KRUS) stanowić usprawiedliwienie istniejących przywilejów — w rozsądniejszej formie.