WOŚP znowu zagrał.

Przyznaję, że jestem tym nieco zmęczony. Bo Owsiak-naturszczyk (niemalże, niemalże, bo przecież doświadczony już w mediach) z pierwszych lat działalności, z niepoprawnym jąkaniem się i entuzjazmem, mnie nie cieszył. Dziś staje się to nazbyt oficjalne, “akademickie” wręcz, a i jąkanie zanika na wizji.

Ale to przyznanie do czegoś, co jest we mnie. Bo wiem, że nie wolno marudzić — jeśli ktoś robi coś dobrego, to niech to robi! I niech robi jak najlepiej, zbiera jak najwięcej. I niech się (i innych) tym bawi!

A o WOŚP rozgorzała nam wojna, zamiast pokoju.

Najpoważniejszy zarzut jaki słyszałem to ten, że dzieci uczą się, że pomaganie polega na żebraniu, a nie osobistym wkładzie. Fakt, wrzucenie złotówki, czy zebranie paru datków to mniej niż można oczekiwać. Ale bądźmy realistami! Jeśli ktoś ma takie uwagi, to niech sam zrobi lepszą akcję. I nie przeszkadza w innych, bo nie każdy model pomagania jest właściwy dla każdego. W wielości siła! Nie tylko zbierających, ale także w wielości dróg, w jaki się innym pomaga.

Pozostałe zarzuty nie są zbyt poważne. Że ulubieniec mediów? I co z tego? Mam wrażenie, że polski nihilizm roku 2012 chętnie powołuje się na Boga, ale za jedyne wartości uważa publikacje Wyborczej. Oczywiście uważa je za wartości, by uwierzyć w przeciwwartości. Ale powtórzę — to nihilizm. I to w najgorszym wydaniu.

Że ‘róbta co chceta’ nawołuje do hedonizmu? Na pewno do wykorzystania wolności. Ale jeśli ta wolność nie łamie prawa? Nie każda wolność musi mi się podobać, ale to dość zabawne słychać narzekania na ‘róbta co chceta’ od ludzi, którzy wiecznie domagają się wolności do publicznego kłamania, do szerzenia oszczerstw… Albo choć usprawiedliwiają ‘zamknięcie ust’ ks. Bonieckiemu. Wolę już wolność barwną, pełną zabawy, niż jadu w słowie i zła w oczach.