Z bloga wygląda na to, że od 13-tego kwietnia niczego nie skończyłem czytać. To niezupełnie prawda. Owszem, była majówka, gdy czytałem notki w wikipedii, ewentualnie przewodniki i tablice. Bardziej nawet „owszem” — mam obecnie kilka lektur zaczętych, którym daleko do zakończenia i właśnie takie czytanie kilku rzeczy, których końca nie widzę wbija mnie w nastrój dryfowania bez celu. (Oczywiście, jeśli chodzi o lektury.) Jednak przerwę zawdzięczam głównie temu, że nie potrafiłem się zabrać do skomentowania Karla-Markusa Gaußa i jego reportażu o małych narodach Europy.

A nie potrafiłem zabrać się, bo:

  1. czytałem nie tak dawno Spadkobierców zapomnianych królestw Gerarda Russella, która do pewnego stopnia jest podobna, ale która jest lepsza;
  2. bo i mam wrażenie niespójności książki.

Muszę się tu wytłumaczyć. Z Russellem niby nic Gaußa nie łączy, bo jeden jeździ po Bliskim Wschodzie, drugi po Europie; jednego interesują rodzime mniejszości religijne, drugi do takiej mniejszości odwołuje się jednej… Ale jednak, w obu przypadkach autor dociera i opisuje do pewnych mniejszości. Tyle, że u Gaußa są to Asyryjczycy (chrześcijanie, którzy wyemigrowali z Iraku, czy Syrii by zamieszkać w Szwecji*), Cymbrowie (lud germański, zamieszkujący kilka miejscowości we Włoszech i zachowujący pewną odrębność od średniowiecza) i Karaimowie (którzy sami nie potrafią powiedzieć czym są, poza przyznawaniem się do judaizmu i zamieszkiwaniem Litwy*).

Opowieści Russella są bardziej różnorodne, bardziej egzotyczne. Zresztą, Russell pisał z doświadczenia, a Gauß założył sobie (i zdobył środki) na książkę reportażową. Nie, żebym zarzucał Gaußowi nieuczciwość (zresztą nie wiem, czy i Russell nie znalazł jakiegoś stypendium), niemniej widać, że przyjęte założenia ograniczają autora, że zmuszają go do pisania nie tylko o tym, co widział, ale także o tym czego nie widział.

Jeśli Gauß ma jakąś przewagę** to niemal*** jedną — nie widzi swych bohaterów w tak różowych okularach, jak Russell. Pod jego klawiaturą Asyryjczycy to skonfliktowana i pełna podejrzliwości grupa (co może zrozumiałe historycznie, ale wcale nie takie sympatyczne), Cymbrowie wymierają (stąd i tytułowa Roana i jej odchodzący mieszkańcy), a Karaimowie sami nie wiedzą kim są, nie licząc śladów hitlerowskiego antysemityzmu, który karze im odcinać się od Żydów.

Karl-Markus Gauß, Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie. Wyprawy do Asyryjczyków, Cymbrów i Karaimów, tłum. Sława Lisiecka, Czarne, 2010

* * *

Za pisanie o Gausie nie potrafiłem się zabrać, o tyle Obrażenia kilka razy mnie uderzyły. To zbiór reportaży o Polsce, nie tyle o państwie, co o złości i pretensjach. Jest o hejcie internetowym (przeciwko muzułmanom), o trudnościach z integracją, o przemocy (zresztą raz w sposób nietypowy, bo z historią transseksualisty, którego los jest ciężki, ale który też jest egoistyczny i wredny)…

To co mnie jednak uderzyło, to przedostatni reportaż, autorstwa Magdaleny Kicińskiej o przemocy domowej. I uderzył mnie z perspektywy politycznej, bo obecnie Polska (IV RP?) próbuje udawać, że problemu nie ma, ewentualnie jeśli jest, to wynika z sytuacji materialnej i naprawia go 500+… A w reportażu jest wszystko — przemoc prowadząca do zbrodni, bierność państwa, „ideologia gender”, tyle że odwrotnie niż to nasi dyżurni „katolicy” określają — kulturowe przyzwolenie na przemoc wobec kobiet i banalizowanie „dla dobra rodziny” toksycznych relacji. Więc jeśli ktoś jeszcze uważa, że rząd i minister Rafalska, czy prezydent Duda mają choćby cień racji, to powinien go przeczytać… Z drugiej strony, jeśli tak uważa, to zapewne i reportażu nie zrozumie.

Magdalena Kicińska, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Rejmer, Mirosław Wlekły, Maciej Wasilewski, Agnieszka Wójcińska, Urszula Jabłońska, Kaja Puto, Obrażenia. Pobici z Polską, Wielka Litera, 2016


*) Uważny czytelnik może zarzucić zbyt ograniczone zakreślenie miejsca zamieszkiwania, ale akurat do szwedzkich Asyryjczyków i litewskich Karaimów skierował się Gauß.
**) Nie chcę powiedzieć, że Gauß napisał książkę złą. Chcę powiedzieć, że o ile Russella mogłem wielu osobom polecać, to do Gaußa raczej warunkowo — o ile nie można sięgnąć po Russella.
***) Napisałem bez „niemal”, ale się poprawiam — Gauß opisuje życie imigrantów z Bliskiego Wschodu w Szwecji, zresztą zachwycony podejściem państwa szwedzkiego (mniej Szwedami), co w obliczu antyimigranckich histerii jest wartością ożywczą.

Advertisements