Tuż po ukazaniu się książki znajomi (internetowi) dyskutowali nad tym, której strony nadużycia (że się tak oględnie wyrażę) bardziej ich uderzały i wzburzały.

Czy Amerykańskie, gdzie prowadzono nielegalne i nieetyczne badania medyczne, emitowano substancje promieniotwórcze dla testów w powietrze, czy też zastraszano niepokornych, a system sądowniczy przedkładał wartość gruntu nad zdrowie i bezpieczeństwo ludzi.

Czy może radzieckie, gdzie technologia nuklearna spotkała się najpierw z GUŁAGiem, a potem wciąż kwitła wśród bałaganu i bylejakości*?

Autorka nie chciała, by to był jakiś wyścig we wskazywaniu bardziej nieludzkiej strony żelaznej kurtyny***. Starała się pokazać coś innego — że w obu państwach, ludzie gotowi byli sprzedać osobiste bezpieczeństwo, a nawet wolność, w zamian za dobre warunki bytowe — wysokie płace, dobre domy i dobre szkoły.

Książka przeraża, a czyta się ją jednym tchem. Niepokojąco wypada w obliczu różnych dyskusji politycznych, bo wynika z niej, że nieludzkość jest uniwersalna, i że nie ma żadnych gwarancji politycznych (dotyczących wyboru systemu politycznego), że człowiek nie zostanie zmiażdżony przez przemysłową, czy państwową machinę.

Kate Brown napisała fascynującą książkę, ale nie znaczy to, że nie ma ona wad. Wynikają one z faktu, że to reportaż, a nie analityczne opracowanie naukowe. Autorka całkiem często pokazuje, że strasząc skutkami napromieniowania słabo zna tematykę, a zupełnie nie zna i gardzi metodą naukową. Nie znaczy to, że pisze na pewno nieprawdę, ale znaczy to, że wiele rzeczy wymagałoby jednak dodatkowej weryfikacji.

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne, tłum. Tomasz Bieroń, Czarne, 2016


*) Swoją drogą, gdy słyszę, że w Polsce totalitarny zamordyzm**nie byłby możliwy, bo jesteśmy społeczeństwem anarchistów i króluje u nas bałagan, to jak był możliwy w ZSRR?
**) Jeszcze ciekawsze jest to, że tak twierdzący ludzie zwykle uważają epokę stalinowską w Polsce za totalitarnie zamordystyczną, tak jakby system tworzyli wówczas Marsjanie…
***) Sumarycznie chyba odpowiedź jest prosta, bo w zasadzie wszystko (może poza segregacją rasową) co miało miejsce w USA miało też miejsce w ZSRR (może jeszcze z zastrzeżeniem, że mniej wiadomo o nielegalnych badaniach medycznych, z drugiej strony mamy spekulacje dotyczące nieewakuowanych wsi znad Tieczy), a przy tym działy się tam inne straszliwe rzeczy. Z drugiej strony samą wiedzę przyjmuje się niejako różnicowo — a do znajomości systemu komunistycznego się ona przyczynia w stopniu niewielkim, to rzuca światło na to jak mało wolne, demokratyczne i praworządne są USA.

Advertisements